…i po świętach!

Kończy się wyjazd do Zakopanego. Pogoda najpierw niedopisywała, a potem jak dopisała to się zrobiło przepięknie i biało. I się jeździło, i się zwiedzało spacerując na nogach w otulinie TPN i w samym parku. I się mieszkało w przybytku najwłaściwszym. Na tym właśnie ze zdjęcia tuż poniżej. W miejscu tym, zwanym Dworkiem Bawarskim, grasuje zając. Ten właśnie ze zdjęcia obok. Zając szczególny równie bardzo jak samo miejsce. W życiu bym się nie spodziewał tam takiego lokatora, który patrzy na wszystkich z góry, lecz bez pogardy. Wyniośle niczym rączy byk, samiec jelenia. Zresztą sami zobaczcie kto zacz…

Przysięgam, że niczego ja z tym zającem nie paliłem. On sam palił. Ja tylko patrzyłem.

I najgorsze jest to, że wiem dokładnie jak by powiedział Pan Paradys Maksymilian i jakby fachowo określiłby zająca tego szaraka rogatego Albert (nazwiska nie pomnę, za co przepraszam po stokroć). Tam, w tej Seksmisji było tak: …cóż to się porobiło! Fuj!, a na to Albercik: Mutanty popromienne…

A ja powiem tak: to nie żaden mutant i kropka!

Ponieważ system udydolił część zającu fajki, powtarzam fotografię w całości. Proszę:

zajac

A teraz przedstawiam ów Dworek, co to w nim ten spryciarz grasuje, bodzie i jara na potęgę. Podobno zając ten jest mistrzem świata zajęcy w paleniu fajki i niektórzy powiadają za jego plecami, iż mientką fajką to on nie jest. Gadałem ja z nim długo. Pytałem się profilaktycznie, gdzie się on w tytoń albo co innego zaopatruje. Milczał jak grób. Jak ter rycerz Giewont zaklęty w Giewont. A miało być o Dworku, a nie o tym łapserdaku (zającu, nie Giewoncie)… Proszę:

dworek

A więc spacery się wokół tutaj urządza. Jak się wyjdzie na taką polankę nieopodal, to widać cały smog spowijający downtown, czyli Zako Center. W górę przy słonecznej pogodzie gdy się spojrzy, widać tę górę, co to ją jakiś gazda kiedyś ze śpiącym rycerzem pomylił. Widok prezentuje się właśnie taki, proszę (i powiem tylko tyle: Jezusicku, jak tu piknie!):

giewont

A ponieważ mrozem ścięło, że czirokowi pewnemu fabryka stanęła i pracy wspólnej odmówił, to się okazało, że się pięknie wilgoć z powietrza krystalizuje, co postanowiłem uwiecznić tak jak stałem. A więc proszę, oto kryształki urzekające. Zapewne w obiektywie jakiegoś lepszego fotografa zaparły by dech jeszcze bardziej, ale co mi tam. Postanowiłem nikomu szansy nie dawać wcale. Proszę:

kryształki1

Miałem na oku jeszcze jedno skupisko kryształków takich przepięknych, ale psisko towarzyszące wpadło nogami w strużkę wijącą się pod śniegiem i chłepcąc jęzorem lodowatą wodę wzięło i piękno przyrody mi zadeptało jeszcze przed faktem. Patrząc ja na psa owego z rozczarowaniem pewnym wziąłem i spojrzałem w drugą stronę. A znalazłem ja kryształki ukryte dotąd przed spojrzeniem moim. Proszę:

kryształki2

A zaglądając do tej jamy nad strumieniem, bałem się i dreszczom ulegałem, iż wyskoczy na mnie szczur jakiś piżmowy, ryśkołak, albo inna kreatura gadzia. Strach ma wielkie oczy, więc je przymrużyłem, przymrużyłem, a tu zza winkla koniuch w korzuchu na kasztanie zimnokrwistym i kosmatym oklep jechał. Wziąłem ja go i zdjąłem, coby pamiątka była. Proszę:

koniuch

(FOT. DARIUSZ URBANOWICZ/ZONAURBANA.PL)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.