Archiwa tagu: mtb

Legia MTB Marathon

Gucio znów się ścigał na rowerze. Tym razem na trasie Mini w Legia MTB Marathonie. Nominalnie trasa mini miała mierzyć 9,6 km (na rundzie 3,2 km), o czym zaświadcza poniższy skan wyciągu z regulaminu zawodów.

Na mecie okazało się, ze organizator zmienił długość rundy i dystans wyścigu. Zatem przejechaliśmy trzy rundy, co dało nam 12,6 km. Gucio umęczony i średnio szczęśliwy. Niby nie jedzie się po nagrody, ale… Na mecie żadnego dyplomu, o medalu nie wspominając. Włożył ogromny wysiłek w ten wyścig. To zawody MTB wiec na podium stają jedynie pierwsze trójki. Ja to rozumiem, Gutek trochę mniej.

Zadaniem specjalnym był ostatni podjazd na pętli. Zjazd za strony na umiejętności Gutka, a rower za ciężki by sobie dał radę… To była jedyna pomoc fizyczna na trasie z mojej strony – pomagałem Mu sprowadzić rower.

Uzupełnianie paliwa na mecie.

Gotowość przedstartowa.

W uznaniu zasług Gucio dostał nagrodę – historyczną koszulkę Teamu 360 Stopni.

Kolarska Legia świętuje w tym roku 88-lecie. Z tej okazji ślemy powinszowania serdeczne, od całej ekipy Urbanowiczów.

Co to był za wyścig!

Do historycznego wydarzenia dziś doszło w Międzylesiu. Raduje się serce, raduje się dusza. Bliszki wystartowały bowiem w wyścigu kolarskim.

Najpierw Kajko. Około 1500 m po płaskich, trochę błotnistych, nieco piaszczystych duktach. Jechał dzielnie, jedna gleba. Na start dotarliśmy w chwili startu. Tutaj niestety trochę ja dałem plamy, bo poniosły mnie nieco emocje. Kiedy usłyszeliśmy wystrzał ruszyliśmy od razu, mimo że znajdowaliśmy się za stawką. Trochę dzieci na tuptupach zagubiło się w akcji. Ich ojcowie zatrzymywali się na środku by ich asekurować. Wymuszone postoje, brak płynności jazdy. Spora dawka chaosu, niepotrzebnego pośpiechu. Kiedy już się rozrzedziło udało nam się rozpędzić i sprawnie dojechać do mety. Przegoniliśmy trochę ludzi. Kajko szczęśliwy i dumny. Ja też. To był wyścig dla mikrusów – roczniki 2012 i młodsze.

W wyścigu głównym startował Gucio. Z ostatniego sektora – roczniki 2010/2012. Ustawiliśmy się za grupą zasadniczą. Miał liczyć się czas dziecka uruchomiony łączony w momencie przecięcia linii startu/mety a nie na wystrzał startera. Udało się jechać w miarę płynnie, choć na początku trochę walczyliśmy podczas wymijania, ale po chwili Gucio wyczuł o co chodzi i szło już jak z płatka.

Zaimponował mi ten chłopiec. Po raz pierwszy ścigał się na serio. W jakimś stopniu wyobrażałem sobie jak to może wyglądać. Widziałem Gucia w akcji na runmageddonie. Ta jego determinacja…

Dążył do celu mimo dyskomfortu. Ubrałem Go za ciepło. Zaparowały Mu okulary. Sapał i co chwilę wycierał gile w rękaw. W czasie jazdy tłumaczyłem Mu aby jechał szybko musi czuć ciągle zmęczenie, że kiedy widzi kogoś przed sobą musi starać się go dogonić, potem chwilę odpocząć „na kole”, następnie wybrać stronę i rywala wyprzedzić. Dogonić kolejnego. Nie wiem ilu wyprzedził. Nie sprawdzałem wyników. Nie wiozłem Gucia na swoim kole. Pędził sam, własnym tempem. Spoczęliśmy na dyplomach i medalach za udział, pizzy i litrze pepsi na trzech.

Mój starszy syn jest wielkim sportowcem. Niewyobrażalnie wielkim, choć jeszcze malutkim. Od tygodnia walczył z tremą przed dzisiejszym startem. Poradził sobie, choć od rana był blady ze strachu. Dał radę, jak to się mówi. Nie wiem co z tego wyniknie. Cieszę się, bo Gucio świetnie broni się intelektualnie przed wywieraną przeze mnie sportową presją. Chce być piłkarzem Legii, malarzem, podróżnikiem i od niedawna architektem. Myślę, że wpajając mu sport próbuję, dla samemu sobie budować platformę do porozumienia z synami w przyszłości. Zatem co z tego wyniknie?

PS

Nie wytrzymałem i sprawdziłem wyniki następnego dnia… 😈

#MTBsafari zaliczone częściowo

safari

 

Trudno się otrząsnąć i nie chodzi tu o jakąś traumę, lecz o tydzień niesamowitych wrażeń jakich doświadczyłem w Austrii. Dokładnie rzecz ujmując przejechaliśmy kawał drogi w górach Tyrolu podczas Safari na rowerach górskich (operacja o kryptonimie: Tirol Mountain Bike Safari). Zaczęło się w miejscowości Nauders, gdzie wypożyczyliśmy rowery. Pierwszy raz miałem okazję wjeżdżenia się górala na pełnym zawieszeniu plus z dużymi kołami (29 cali). Bajka! Podobnie zresztą jak cały tour. Podejrzewam, że gdybym przez cały wyjazd musiał walczyć ze źle dopasowanym sprzętem, przyjemność z jazdy mogłaby ulec delikatnej redukcji. A tak, wszystko zagrało! I to jak!

Zagłębiać się w szczegóły geolokalizacyjnie nie zamierzam. Wszystko to zostało zamieszczone na stronie Chomika – mojego współtowarzysza podróży. Sprawdźcie sami: www.eurower.pl.

W dwóch miejscach publikowaliśmy zdjęcia. Tamże za sprawką Chomika oraz na stronie Skifighters.pl. Codziennie dokonywaliśmy selekcji pięciu zdjęć, które w sposób szczególny charakteryzowały przebieg poszczególnych dni. Warto tam też zajrzeć, bo poświęcaliśmy też trochę czasu na krótkie ale treściwe opisy zaistniałych sytuacji.

Na koniec zapowiedź obszernego reportażu, jaki zamieścimy w Magazynie NTN Snow & More już jesienią. Niech za nią posłuży ta krótka projekcja „Gadających Głów”.

My uczestniczyliśmy w pierwszych sześciu z piętnastu etapów. Niedosyt spory, bo chciałoby się objechać cały Tyrol na rowerach. Cóż, marzenia odkładamy na jakiś bliżej nieokreślony czas. Spisanie wrażeń z całego tygodnia do łatwych nie należy. Umęczyłem się bowiem niesamowicie. Każdy podjazd stanowił pretekst do niesamowitej walki z samym sobą. Zabrakło mi przygotowania by śmigać na równi z najszybszymi. Jednak dawałem jakoś radę. Przeżyłem, choć poobijałem solidnie. Podrapałem też. Uśmiałem się po pachy. Opaliłem i poznałem świetnych ludzi. Nie zapomnę tego wyjazdu nigdy.

 

#LoveTirol

Z przyjemnością zawiadamiam, że na początku lipca wybieram się na wyprawę rowerową w Alpy do Tyrolu. Będę wrzucał trochę fot i tekstów: tutaj – na Zonę Urbanę, na Skifighters.pl oraz na media społecznościowe (twitter i facebook). Na tych ostatnich szukajcie relacji i zdjęć pod hasztagiem #LoveTirol. Szczegóły i ogół dostarczać będę z biegiem czasu.

Mój profil na twitterze: twitter.com/darczo

tn_IMG_3425  (FOT. ADAM JUROWSKI)

Cieszę się bardzo, bo raz już po Austrii na rowerze jeździłem. Tamta wyprawa, z roku 2011 co prawda była dłuższa, ale wtedy ominąłem Tyrol, a to mój ulubiony rejon w tym alpejskim kraju. Nie bez znaczenia wydaje się fakt, że ruszam do Tyrolu z Chomikiem. Ciężar publikacji przejmie bowiem Jego blog www.eurower.pl, gdzie znajdą się nie tylko relacje, ale przede wszystkim geolokalizacja, w czym Chomik się szczególnie rozsmakował. Nie ukrywam, że obawiam się o swoją formę rowerową… Nie jeździłem zimą wcale, a i wiosną kilometrów nabiłem mało wiele. Cóż, przyjdzie mi za to zapłacić męczarniami, śmierciami  i jakże przyjemnymi zmartwychwstaniami. Przeżywałem to już, więc wiem. Na szczęście trochę się ostatnimi dniami wziąłem za siebie i nadrabiam, choć i tak już nieco za późno na formę mistrzowską. W weekend ruszyłem bowiem na trening z grupą We Ride,w której moim kontaktem jest świetny przed laty windsurfer a dziś kolarz Aleks Grynis. W sobotę machnąłem 90 km z kilkoma podjazdami mazowieckimi, a w niedzielę poprawiłem przejażdżką 50+ km solo. Może to jakoś zaprocentuje? W 2011 roku też byłem słabo przygotowany. Podróżowałem wtedy z fotografem i filmowcem Ademem Jurowskim, co zaowocowało powstaniem szeregu pięknych fotografii oraz krótkim i wymownym filmikiem: https://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=Pc1Mi37VV1g Ciąg wydarzeń da się prześledzić zaglądając na ówczesnego bloga wyprawy o wdzięcznej nazwie Austrostrada.

Zimowy Rajd Timex 360 Stopni

Sam wyprodukowałem poniższą informację, więc na Zonie Urbanie zabraknąć jej nie mogło… Poczytajcie, bo takie rzeczy niektórym w głowach się nie mieszczą….
zima_2011_banner
Niespełna tydzień pozostaje do startu największej tej zimy imprezy rajdowej w Polsce, Rajdu Zimowego Timex 360°. Na wstępie zastrzegamy: rajdy przygodowe nie mają nic wspólnego z pojazdami mechanicznymi! To sport, w którym liczy się tylko siła mięśni oraz wytrzymałość (fizyczna jak i psychiczna) oraz myślenie (logistyka, nawigacja). Dlatego adventure racing uważany jest za dyscyplinę niezwykle powiązaną z naturą – kwintesencja outdooru.
Czytaj dalej Zimowy Rajd Timex 360 Stopni

Olsztynek: w chwilę po przybyciu

Zatem przybylim. Komitet wykonawczy, w sensie organ zespołu co się zwie 360 Stopni przybył do oddalonego na Północ Olsztynka. Zima jest, co stwierdziliśmy organoleptycznie. Śniega po pachi i szykuje się naprawdę dobry rajd, co ochotnikom na pewno się spodoba wielce. Ostatnio wyczytawszy w Homo Bimbrownikusie, iż „ochotnik” to z rosyjska „myśliwy”, przekonuję się, że i tak czujemy się tu jak na łowach w odległym syberyjskim kraju. Chociaż, chociaż tymczasowo jeszcze ciepło dopisuje, bo w gimnazjalnych komnatach przyszło nam czas spędzać. Rano jednak idziemy w teren z leśnikami gadać, bo leśnicy to lud twardy i honorowy. Czytaj dalej Olsztynek: w chwilę po przybyciu