Archiwa tagu: Legia Warszawa

Teraz Zakopane – LegiatoMy!

Melduję się z Zakopanego z kolejnej edycji wypraw „Zakopane – LegiatoMy!”. Warunki w Tatrach nieziemskie. Śniegu nasypało do pełna. Zagrożenie lawinowe pokaźne (4!!!), więc dziś pierwszy dzień potraktujemy z buta. Pod buta weźmiemy narty i wdrapiemy się gdzieś do granicy drzew. Bez szarżowania.

W międzyczasie wydarzyło się coś bardzo znaczącego w moim życiu. Mianowicie obejrzałem pierwszy od kilku lat mecz Legii Warszawa z drugiej strony mocy. Jak zapewne część z Was wie, byłem spikerem stadionowym Legii. Największego, najlepszego klubu sportowego w Polsce. Z najlepszymi kibicami. To był wielki zaszczyt móc pracować w Legii w ogóle, a w okresie jubileuszu w szczególe. Dziękuję za tę szansę i jedną z absolutnych przygód życia moim przyjaciołom Bogusławowi Leśnodorskiemu i Jakubowi Szumielewiczowi.  Dziękuję ekipie (zmieniającej się przez te kilka lat) Legia.com. Szanuję Was bardzo. Dziękuję całemu Klubowi, pracownikom, kibicom, a także sportowcom i działaczom sekcyjnym, którzy stanowią o jakości Legii jako całości. Z wieloma się zaprzyjaźniłem i tak pozostanie, aż rzucicie szalik na mój grób.

Odszedłem z klubu piłkarskiego przez imperatyw wewnętrzny, mimo rozdartego serca i miłości do Legii. Mecz obejrzany z trybun to wielkie przeżycie. Przeogromne i skrajne. Zupełnie inna adrenalina. Z jednej strony radość z powrotu na trybuny, z drugiej zaś poczucie pewnej pustki i braku wpływu na wydarzenia meczowe.  Szczególnie kiedy mimowolnie zerkałem w stronę ławek rezerwowych, gdzie jest stanowisko spikerskie (powodzenia Juras i Stasiak!).

Na pamiątkę tego meczu pozostają mi zdjęcia. Wykonali je zaprzyjaźnieni fotografowie, którzy wyłuskali mnie gdzieś tam w tłumie. To u góry wykonała Mishka  z Legionistów.

No dobra, nie rozckliwam się zbytnio, bo trza w góry cisnąć. Na moim instagramie podrzucam relacje live, jakby ktoś chciał.

Pozdro 420!

ps

Dziś 20 kwietnia, a data zobowiązuje. W nocy mierzyłem sobie tętno dzięki mojemu nowemu supersikorowi. No i wyszło, że o godzinie 4.20 miałem 42 uderzenia na minutę. Przypadek?

Dużo się wydarzyło. Dużo ważnego.

To najszczególniejszy maj w moim życiu. Może maj w ’94 miał też swoją rangę, bo zdawałem wówczas maturę. A może maj ’98, kiedy służyłem pod Zbarażem w oddziale przybocznym Namiestnika Chorągwi Pancernej imć Skrzetuskiego? Chodzi tu o moje statystowanie w scenach batalistycznych na planie filmu „Ogniem i mieczem” Jerzego Hoffmana.

Maj 2016 był majem wyczekanym, mimo że wciąż jeszcze trwa. Stulecie Legii narzucało na Klub ogromną presją związaną z wewnętrznym przymusem zdobycia mistrzostwa Polski w futbolu. Nieprzewidywalność sportu w ogóle i piłki nożnej w szczególe dała się wszystkim we znaki, bo nerwy mieliśmy napięte na postronki i choć wiele osób robiło dobrą minę, to niepokoje targały nami wszystkimi.  Najpierw jednak piłkarze wywalczyli Puchar Polski (2 maja!), a potem po mistrzowsku zwyciężyli rozgrywki ekstraklasowe (15 maja). Kilka miesięcy ogromnego napięcia kibicowskiego, które nie do końca pozwalało złapać właściwy dystans do pracy, powodowało nagromadzenie różnych stresów. Dopiero po efektownym zwycięstwie w ostatnim meczu (z Pogonią 3:0) dało poczucie niewiarygodnej ulgi. Wymarzona feta, wymarzony dublet i kilka dni powolnego zejścia emocji. Mistrzostwo otwiera przed Legią furtkę do Ligi Mistrzów. Trzeba tylko wygrać kilka meczów.

W kwietniu na Stadionie Legii odbyło się uroczyste i oficjalne nadanie południowej trybunie imienia Lucjana Brychczego. W wydarzeniu udział wzięły Bliszki. Za cały komentarz sytuacji, niech wystarczy to zdjęcie:

Fot. Jacek Prondzynski

Cieszę się, że biorę w tym całym jubileuszowym zamieszaniu udział. Jestem spikerem najlepszego, największego Klubu w Polsce. Jestem szczęściarzem.

2015-11-21 legia - slask wroclaw MK 136 urbanowicz jurkowski