Wyścig żeglarski Sydney – Hobart

Właśnie trwa w Australii wyścig, co to za klasyk jest uważany. Start w Sydney ma miejsce rokrocznie o godzinie 1300 w II dzień Bożego Narodzenia. Flota kieruje się na Południe do stolicy Tasmanii – Hobart. To wspaniałe regaty, w których miałem okazję się ścigać. Wspominam to z dumą i wielką satysfakcją. Akcja miała miejsce w 2001 roku. Zamierzchłe to czasy, choć to całkiem świeża historia zważywszy, iż odbywa się aktualnie 65. edycja regat S2H. W 2001 roku zabrakło sponsora Sydney–Hobart. Wycofała się wówczas Telstra. Od kilku lat zawody te zyskały możnego sponsora w postaci firmy Rolex. Po kilku latach wiele wspomnień już się zatarło. Inne ożywają, stają przed oczami, jakby wydarzenia sprzed lat miały miejsce wczoraj zaledwie…

W tym roku wystartowało sto jachtów. Dwa z nich wycofały się chwilę po sygnale startera. W „moim” wyścigu ścigało się 75 jednostek, w tym oddzielna jakoby flota Volvo Ocean Race. Te kilka jachtów przyciągnęło szczególne zainteresowanie, mimo że w Hobart usytuowany był ledwie pit stop i jachty VO60 popłynęły dalej do Auckland, gdzie my ostatecznie również się znaleźliśmy, ale to inna historia.

Polską załogę stanowili; kpt. Jaro Kaczorowski, Arek Pawełek, Kriss Owczarek, Maciek Jankielewicz, Stefan Jaworski, Maciek Jamka, Mariusz Klupiński, Krzysiek Pełka, Alina Kukla, doktor-proktor, którego nazwiska nie pomnę, Herman, czyli Piotrek Harasimowicz, ja i ktoś chyba jeszcze, ale w tej chwili pamięć zawodzi… Wstyd i hańba. Może sobie jeszcze przypomnę. Łódką Bols (czy też poprawniej politycznie na potrzeby kampanii Łódka Sport) dowodził Gordon Kay – Angol mieszkający wówczas na stałe w Nowej Zelandii. W załodze były takie sławy jak choćby Jalli Makila (fiński olimpijczyk w klasie Finn i Soling), Staffan Lindberg (ścisła światowa czołówka w match racingu), Stefano Gerardi (obecnie w składzie Organiki na RC44). Trudno zapomnieć Robina Warrena, bosmana – rasisty z RPA.

W tym roku dominują słabe wiatry, co załogom niektórych jednostek jest na rękę. Są po prosu bardzo szybkie w takich warunkach. Nasza łódka klasy Maxi80 była ciężka i bambulasta. Idealne dla niej warunki to sztorm pod wiatr. I tak się stało! Wiało nawet pod 50 węzłów. Świat obiegły zdjęcia wykonane z pokładu bodaj SEB. Przedstawiały tornado, które uderzyło we flotę. Lekko nie było, ale ciężkie warunki nas cieszyły. Płynęliśmy w nich relatywnie szybko względem pozostałych jednostek. Dało nam to sukces na kilku polach. Nie wszyscy uznawali nasze dziesiąte miejsce na linii mety za powód do dumy. Szczególnie krzywo patrzyli na podawanie tej informacji w relacjach prasowych szefowie z Bolsa. Jednak dla mnie trzy godziny i dwadzieścia minut straty do zwycięzcy (Assa Abloy z floty Volvo Ocean Race) było naprawdę wartościowym wynikiem. Dla nich ważniejszej było zwycięstwo w podklasie IRC A, w której ścigało się siedem jachtów i drugie miejsce w IRC. A więc mamy się czym pochwalić.

12876_2_SYHO09df_1117

(FOT. ROLEX/DANIEL FORSTER)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.