ja_Legia-Korona 2017 fot Mishka Legionisci

Teraz Zakopane – LegiatoMy!

Melduję się z Zakopanego z kolejnej edycji wypraw „Zakopane – LegiatoMy!”. Warunki w Tatrach nieziemskie. Śniegu nasypało do pełna. Zagrożenie lawinowe pokaźne (4!!!), więc dziś pierwszy dzień potraktujemy z buta. Pod buta weźmiemy narty i wdrapiemy się gdzieś do granicy drzew. Bez szarżowania.

W międzyczasie wydarzyło się coś bardzo znaczącego w moim życiu. Mianowicie obejrzałem pierwszy od kilku lat mecz Legii Warszawa z drugiej strony mocy. Jak zapewne część z Was wie, byłem spikerem stadionowym Legii. Największego, najlepszego klubu sportowego w Polsce. Z najlepszymi kibicami. To był wielki zaszczyt móc pracować w Legii w ogóle, a w okresie jubileuszu w szczególe. Dziękuję za tę szansę i jedną z absolutnych przygód życia moim przyjaciołom Bogusławowi Leśnodorskiemu i Jakubowi Szumielewiczowi.  Dziękuję ekipie (zmieniającej się przez te kilka lat) Legia.com. Szanuję Was bardzo. Dziękuję całemu Klubowi, pracownikom, kibicom, a także sportowcom i działaczom sekcyjnym, którzy stanowią o jakości Legii jako całości. Z wieloma się zaprzyjaźniłem i tak pozostanie, aż rzucicie szalik na mój grób.

Odszedłem z klubu piłkarskiego przez imperatyw wewnętrzny, mimo rozdartego serca i miłości do Legii. Mecz obejrzany z trybun to wielkie przeżycie. Przeogromne i skrajne. Zupełnie inna adrenalina. Z jednej strony radość z powrotu na trybuny, z drugiej zaś poczucie pewnej pustki i braku wpływu na wydarzenia meczowe.  Szczególnie kiedy mimowolnie zerkałem w stronę ławek rezerwowych, gdzie jest stanowisko spikerskie (powodzenia Juras i Stasiak!).

Na pamiątkę tego meczu pozostają mi zdjęcia. Wykonali je zaprzyjaźnieni fotografowie, którzy wyłuskali mnie gdzieś tam w tłumie. To u góry wykonała Mishka  z Legionistów.

No dobra, nie rozckliwam się zbytnio, bo trza w góry cisnąć. Na moim instagramie podrzucam relacje live, jakby ktoś chciał.

Pozdro 420!

ps

Dziś 20 kwietnia, a data zobowiązuje. W nocy mierzyłem sobie tętno dzięki mojemu nowemu supersikorowi. No i wyszło, że o godzinie 4.20 miałem 42 uderzenia na minutę. Przypadek?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *