#LPOLEG: Niewiarygodny ciąg wydarzeń!

Ależ chciałem być wczoraj w Poznaniu. Imieniny Żony Mojej Ukochanej Majówki (wszystkiego najlepszego!) pokrzyżowały jednak plany wyjazdu na ziemniakokosy. Mecz obejrzałem w doskonałym towarzystwie z Bogusiami Łobaczem i Leśnodorskim oraz z szanowną małżonką tego pierwszego – Halinką.

Sam mecz to wymiana ciosów i dowód na to, że pod względem sportowym obie drużyny po raz kolejny okazały się siebie warte. Obie strony miały okazje na zdobycie  bramki, czy raczej bramek, bo w niektórych akcjach to centymetry przesądzały o tym, że wynik do ostatnich chwil nie zmieniał się. W końcu jednak to Lech wyszedł na prowadzenie. Znów stały fragment gry, delikatne spóźnienie naszych obrońców i piłka wylądowała w siatce po oderzeniu potylicą przez Kędziorę. – Noto po meczu – nawet mi się wymsknęło, tak jakbym zapomniał że to Legia. A LEGIA WALCZY DO KOŃCA! Rożny, zamieszanie i piękny, rasowy strzał Maćka Dąbrowskiego. 1:1. Ale to nie koniec, bo sędzia Stefański doliczył cztery minuty i kiedy kończyła się ostatnia z minut nagle zawiązała się akcja. Podanie do Adama Hlouska, który pognał niczym wicher lewą stroną. Zdołał dośrodkować, mimo że krył go Murzyn Abdul Teteh, który wszedł na boisko chwilę wcześniej. Piłka leciała na głowę obrońcy, ale niezwykłą czutką wykazał się Kasper Hamalainen, który nagle ściął kąt i wsadził głowę idealnie zabierając piłkę tuż sprzed głowy Kostewycza. Zmylony obrońca, zmylony bramkarz i jest 2:1. Szaleństwo totalne na sektorze Żylety. Cała Legia oszalała z radości. Kibice Lecha zamilkli i się temu wcale nie dziwie. Usłyszeć tę ich ciszę… bezcenne. Nawet przez telewizor.

Niewiarygodny ciąg wydarzeń! Kocham Legię!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *