Wszystko więc jasne. Znów wygrała Justyna Kowalczyk, co w sumie mnie nie dziwi. Gratuluję Justynie oraz mojemu byłemu pracodawcy, że jeszcze się jakoś trzyma w kupie (choć rzeźbi w niej przeokrutnie) i jest w stanie zrobić coś fajnego (mam na myśli plebiscyt). Gali w końcu nie obejrzałem, bo pracowałem do późna. A szkoda.
Z plotek: ponoć PS sprzedał w listopadzie 40 tysięcy egzemplarzy. Czyżby miał strzelić kopytami wkrótce? Najstarsza gazeta codzienna w tym kraju zostanie skreślona jednym i krótkim pociągnięciem pióra/długopisu, czy przeciągnięciem myszki, bo zawracaniem dupy jest pisanie codzienne tego samego szajsu o tych samych sprawach i to się wcale nie kalkuluje. Smutne. A może wrócić do pomysłu pisania o sporcie, a nie tylko futbolu i kilku jeszcze wyjątkach? Choć to i tak za późno pewnikiem. Ciekawe kiedy szczury zaczną spierd…ać z pokładu.
77. Plebiscyt Przeglądu Sportowego. Jakoś tak wciąż nie może mi przejść przez gardło, że to także plebiscyt TVP. Szczególnie, że w tym roku jestem mocno wkurzony za sprawą żeglarską. Wiadomo chyba o co chodzi, a raczej o kogo. O Zbyszka Gutkowskiego, Zośkę Klepacką i Piotrka Myszkę. Czego jeszcze tacy ludzie mają dokonać, aby znaleźć się w gronie najlepszych? A potem nawet jeśli są nominowani, to i tak ludożerka nie jest w stanie docenić ich wyników (czytaj: prawdziwych sukcesów), bo telewizja musi mieć “twarze”.





