Jakoś tak czasem dopada mnie stan pewien, kiedy spokój przeplata się z niepokojem wielkim i nerwami nieuzasadnionymi. Być może same nerwy mają nawet swoją przyczynę, lecz same reakcje trudniej nieco wytłumaczyć. Dzień dzisiejszy, mój dzienniczku, zaczął się z rana samego skoro świt za kwadrans siódma. Słońce świeci – co stwierdziłem organem wzroku. Przyjemnie się nawet mnie wstało, Żonę Moją Majówkę ucałowało i śniadanko opędzlowawszy wybiegłem z domu celem dokonania kontroli zgrania dwóch akcji, co miały na celu połączenie sił. Ponieważ remontują obecnie nawierzchnię przy ul. Plater Emilii kierowcy linii 119 odpoczywają nieopodal miejsca mojego zamieszkania aktualnego. Wsiadam ja do autobusu i przekornie pytam, lecz grzecznie bardzo…
- Czy jedzie nan w stronę Mokotowa?
- Tamten jedzie – odpowiedział kierowca. Trochę rozsierdził mnie fakt, że nie oderwał on wzroku od jakiejś megaintelektualnej lektury. Doda wycofa trumnę ze swoich występów i się nieco opamięta z drwinami ze śmierci, bo jej chłopak ma białaczkę. Spojrzałem ja w kierunku wskazanym przez tępaka owego i co widzę? 505. Początkowo przestraszyłem się, że ten co wsiadłem to drugi w kolejce do odjazdu 119 i ten co on pokazał odjedzie pierwszy. Ale nie.
- Słuchaj pan – odpalam. – Nie po to ja pytam, abyś mnie zbywał. Jestżeś pan kierowcą na usługach firmy komunalnej, którą ja utrzymuję. Jestżeś pan od odpowiadania zgodnie z prawdą i od niezamykania ludziom drzwi przed nosem. Więc albo się pan wieźmiesz do roboty, albo zaraz przejmę dowództwo – zaproponowałem wciskając swoją rękę w dziurę do zakupu biletów. Ucapiwszy to za prawy sutek, wykręciłem go i uśmiechnąłem się przyklejając twarz do czystej szyby. Kierownik autobusu przeprosił, zapytał o ulicę, której szukam. Niewiele brakowało a wjechałby na Grottgera tym ikarusem, czy jak mu tam.
Potem przywiózł facet na czas zamówiony kontener (7 m sześciennych) i chłopaki ogarnęli Stajnię Augiasza, czyli piwnicę u moich rodziców. Szacun za wykon, jak mawiają niektórzy twardziele, co szczycą się skracaniem słów. Potem była jeszcze jedna akcja, co to mnie wyprowadziła z równowagi emocjonalnej i o szpital się otarłszy nie mogłem popuścić w pieluchomajtki na robocie. Ostatnio oglądałem odcinek Włatcuf Móh właśnie o Maślanie, co to posikiwał w majty i zaczął nosić pieluchomajty, a potem Anusiak i Konieczko i cała banda honorowa oddała cześć Maślanie honorowo oddając mocz w majty własne. W końcu pod wieczór wsiadłem do pociągu. Wziąłem ja do ręki taką gazetę, co to jej do ręki nie biorę i przeczytałem świetny wywiad z Kondratiukiem nt. Maklakiewicza w kontekście jego relacji z Himilsbachem. JJ. Szacun za żywot Ździchu. Potem przeleciałem jeszcze wzrokiem dodatek poświęcony Bitwie Warszawskiej 1920, ale dziadka na koniu nie dostrzegłszy porzuciłem lekturę po ogólnym opisie. W końcu przybył pan w pomarańczowym kostiumie i namówił mnie na zakup beznadziejnej kawy za pięć zeta. Posłodziłem dwoma papierkami z cukrem buraczanym, wytytłałem pierniczka korzennego w lurze owej, zapiłem i oddałem się pisarstwu. Dobranoc mój dzienniczku.

(FOT. ROBERT HAJDUK/SHUTTERSAIL.COM)
Foty nadwornego fotografa Polish Match Touru Roberta Hajduka Hajdim zwanego zobaczyć można przy odrobinie chęci na stronie PMT (polishmatch.pl).
Tags: Warszawa, Zona Urbana





