Sytuacja z wczoraj

Jadę po Gucia, Dolną w górę. Jak zwykle na ostatnią chwilę. Zaczyna się podjazd, zbliżam się do pasów przy Ludnej. Nagle hamulec. Gość przede mną zatrzymuje się gwałtownie, dosłownie przez sekundę rozmawia ze staruszką o kulach. Rusza wymijając ją. Wyszła na środek pasa i próbowała łapać stopa. Zatrzymuję samochód, bo do mnie też macha. Chce podwózkę. 150 metrów, do tej żółtej kamienicy przy samej ulicy, tej z tak fajnym muralem, z jeleniem, czy czymś takim. Wsiada. Mówi, że przy tym wietrze nie może ustać na nogach, że wichura ją przewróciła i że już nie ma siły. Jedziemy kilka sekund, skręcam w podwórko na mikroparking, wysiada. Wcześniej chwali i mówi, że jest naprawdę stara. Mówi też, że kiedyś ludzie byli mili dla siebie. Mieli więcej czasu. Pomagali sobie. Szanowali się. Rzuciła jeszcze, że tarła ziemniaki z mamą, jak Powstańczy przychodzili. – Głodne były – powiedziała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *