Każdy pewnie wie coś, co dla mnie jest oczywiste od dawna. Każda jajecznica jest inna, czyli jajecznica nie równa się jajecznicy. Niedawno, a może całkiem dawno, Przyjaciel Mój Kuba poczęstował mnie jajecznicą pewnego poranka. Okoliczności przyrody wspaniałe: nadmorski las, taras, słońce. Cóż więcej chcieć od życia, jeśli nie jajecznicy. A więc zapodał: z parmezanem i tabasco. Na szynce. To był strzał w dziesiątkę! Dotąd nie jadałem jajecznicy “na otro”, choć często ją pieprzyłem obficie. Przyjąłem więc ten sposób umilania sobie życia. Dziś dla przykładu podsmażyłem szpek, co to przywiozłem niedawno z Południowego Tyrolu. Po czym dodałem jajec. Kiedy się delikatnie ścięły posypałem startym parmezanem, dodałem jeszcze pomidora. Ale nie za dużo, coby tylko aromatycznie się zrobiło. Na sam koniec zasypałem wszystko zmielonymi peperonicini i dodałem kilku kaparów. Wyglądało to tak, a smakowało idealnie wprost. Jak myślę o Niej, to się ślinię.

Tags: jajecznica






Zajebista jajówa!!! Muszę taką przyrządzić – też mam taki speck
Pociekło mi po warze…