2010-08-13

autor:
Dariusz Urbanowicz

Anegdotka Zdzisława M.

Trochę o życiu, trochę o piciu

To pozwolę sobie jeszcze na koniec anegdotkę przytoczyć autorstwa Maklakiewicza Zdzisława przypomnianą przez Janusza Kondratiuka w wyborczej na G., co to jej do ręki nie biorę prawie.

maklak

(FOT. FILMPOLSKI.PL)

“Jestem w knajpie. Widzę, że pod oknem siedzi kobieta. Zamawiam pięćdziesiątkę. Wypijam. Widzę, że słońce ładnie układa się na jej włosach. Po drugiej pięćdziesiątce wiem, że to jest piękna kobieta. Po trzeciej – istne cudo. Wypijamy pół litra. Wybucha wielka miłość. Jedziemy do niej – ja szczęśliwy, bo ona zaprasza. Ale ona mieszka daleko – na Tarchominie. Jest noc, w taksówce, ja trzeźwieję po drodze. Dojeżdżamy pod obszczaną bramę. Ona idzie przede mną po brudnych schodach. Widzę, że ma dziury w na pończochach. Orientuję się, że to jakaś straszna baba, więc tylko robię minetę i od razu wychodzę.”

Dziękuję

Tags: ,

Leave a Reply