2012-03-18

autor:
Dariusz Urbanowicz

Na życie przez palce patrząc

gu-przez-palce

(FOT. DARIUSZ URBANOWICZ/ZONAURBANA.PL)

Drugi dzień pięknej wiosny. Kawka i lody w Grzybku. My z Majówką, Mistrzem, Misią i Borysem. W Grzybku, co teraz się zwie jakoś tak “u czarownicy” czy jakoś tak, można zjeść słodki na maksa deser z lodów czekalodowych i orzechowych z litrem bitej śmietany, wypić piwo Staryj Miel’nik, kawę kapucyno oraz brązowo-zieloną ciecz dla jednych mdłą, dla innych orzeźwiającą. Z koloru wnioskując – ohydną. Dla dzieci był zestaw do puszczania bąbli. Guciowi się podobało na maksa! Podam jeszcze cenę pod rozwagę: szarlotka + kapucyno + piwo = 28 zł. Niemało więc, jak mi się zdaje. Ale może za te bąble było warto.

bombelki

(FOT. DARIUSZ URBANOWICZ/ZONAURBANA.PL)

Piękny to był dzień, choć leniwy na maksa. Choć zapewne tak miało być. Co ciekawe, nad Stawikiem (Moja Mama twierdzi, że w Jej dzieciństwie Stawik nazywany był “Prymcią”) chłopaki linoskoczki rozpięli slack-line’a i uprawiali  spacery tam i z powrotem. W tle Grzybek. W dole lód.

slackline

(FOT. DARIUSZ URBANOWICZ/ZONAURBANA.PL)

więcej

2012-03-18

autor:
Dariusz Urbanowicz

Konfrontacja z glizdą

Nie przypuszczałem nigdy, że będę miał tak wielką frajdę z prac ogrodniczych. Staramy się zrekultywować ogródek pod moimi oknami. Moja frajda to nic, w porównaniu z frajdą Syna Mego Gustawa, który po raz pierwszy w życiu dziś zwiedzał świat. Samodzielnie, na własnych nogach. Zresztą dziś miał niesamowity dzień. O poranku wrócił z buta ze sklepu, a potem ten ogródek. Poznał kilka ślimaków i kilka glizd. Konfrontacja z jedną z nich została uwieczniona przez Majówkę Żonę Moją:

konfrontacja-z-glizda

(FOT. MAJA URBANOWICZ/ZONAURBANA.PL)

Drugie zdjęcie jakoś tak mnie urzeka osobiście. Gucio, Bunia i ja. W akcji.

grasowanie-w-ogrodku

(FOT. MAJA URBANOWICZ/ZONAURBANA.PL)

więcej

2012-03-16

autor:
Dariusz Urbanowicz

Narty w Hiszpanii? Proszę…

Granada Mam gorącą nadzieję, że lada dzień obudzę się z takim właśnie widokiem za oknem. Jak to? Takto. Wybieram się w środę do Hiszpanii na narty i sam nie mogę w go uwierzyć. Cieszę się jak dziecko. Prawie tak bardzo jak z piątkowego derby Warszawy i pójścia na Żyletę po zimowej przerwie… Nie byłbym sobą, gdybym nie zerknął do wikipedii: Najwyższy szczyt, Mulhacén (3478 m n.p.m.) jest również najwyższym szczytem Półwyspu Iberyjskiego i europejskiej części Hiszpanii. Pod jego wierzchołkiem znajdują się najdalej na południe w Europie położone ślady plejstoceńskiego zlododowacenia. W górach jest mało wody…

To jedno jest pewne, że do kaca nie będzie można w żaden sposób dopuścić! Ale ostatnie zdanie trochę lękiem napawa, gdyż od razu przestraszyłem się, że mało śniega też tam jest. Jednak wysoko tam bardzo , więc śniega będzie fpip, miejmy nadzieję. Zapowiadam jednocześnie, że będę się produkował w tematyce narciarskiej na blogu skifighters.pl podczas wyjazdu. Zamierzam nie mieć tajemnic.

aproto Hiszpanii dziś odwiedziłem ja Kino Muranów, w którym to nastąpił premierowy pokaz 12. Tygodnia Kina Hiszpańskiego. Tak to już po raz dwunasty! Obejrzelim film zacny. Niby film akcji, ale z pewną taką zadumą i drugim tłem. Strzelanka filozoficzna, rzekłbym. Fabuła jest następująca. Gościu pociąga z gąsiora, a w zasadzie mógłby wypić morze rumu, gdyby mu tylko nalali. Refleksyjny typ, ale dziewczyny to by zapiszczały. Szczególnie pewna pani prokurator. Pewnie gdyby nie przydupas pewien ryży, to nie odpuściłaby mu wcale. No i ten glina karateka najpierw znalazł się w nieodpowiednim czasie w nieodpowiednim miejscu, no chyba że to planował, ale trudno o taki wniosek, a potem stan nieodpowiedniego czasu i miejsca utrzymywał się aż do końca. No bo chcąc zatrzeć ślady po tym jak na rozrabiał napatoczył się na jakiś złamasów terrorystów islamskich, co to chcieli pół Madrytu w proch i pył zamienić przy pomocy jakichś ładunków mocno wybuchowych ukrytych w gaśnicach. Nasz gliniarz karateka z przeszłością niczym się nie łamał. Nawet jak mu kosę w nerę ożenili to się sam pospawał. Potem kilka kos jeszcze przyjął, ale najpierw rozstrzelał wszystkich złamasów terrorystów islamskich. Oto jeden z fotosów z filmu. Mam go z zasobów www.manana.pl. Na tej stronie więcej informacji jeszcze nt. filmu tego, jak i całego festiwalu/przeglądu.

NIE-ZAZNA-SPOKOJU-KTO-PRZEKLETY (fot. manana.pl)

(fot. manana.pl)

Tygodnie Kina Hiszpańskiego mają to do siebie, że filmów jest całe zatrzęsienie i nie sposób wszystko obejrzeć. To fakt. Dlatego może uda mi się zachęcić Was do wybrania się do kina hiszpańskiego albo i na narty do Sierra Nevada na przykład przy pomocy poniższych kadrów. Coś w nich ujmującego jest, prawdaż?

ZYCIE-TO-JEST-TO (fot. manana.pl)

(fot. manana.pl)

Zdjęcie to nieco przyciąłem, bo leżał na nim jakiś jeszcze ledwo żywy typek. Ale babka przednia, co? Występuje w nowym filmie Manany, co to dopiero w kwietniu będzie w kinach… Tego samego gościa (o nazwisku Iglesia, co znaczy kościół jak mnie uczono onegdaj) co nakręcił Hiszpański Cyrk, który ty oglądałem z zaparciem tchu przed rokiem w tym samym miejscu o tej samej porze. Wygrzebałem z serwera jeszcze dwie psychodeliczne foty. Ich już komentować nie będę, bo chyba wszystko jest oczywiste. Film się nazywa “koniec ziemi” w wolnym tłumaczeniu.

FINISTERRAE (fot. manana.pl)

(fot. manana.pl)

FINISTERRAE (fot. manana.pl)

(fot. manana.pl)

Ach! Bo zapomniawszy podać tytułu filmu o gliniarzu karatece z Madrytu nie podałem jego tytułu. Podaję więc teraz. Brzmi on: Nie zazna spokoju, kto przeklęty! Polecando!

więcej

2012-03-14

autor:
Dariusz Urbanowicz

Wiosenna Klinika Sportowa NTN

klinikaTakie trochę dziwne to zdjęcie obok,  ale to taka reklamka wyjazdu narciarskiego, która zawisła na stronie www.ntn.pl. Zachęcam do zainteresowania się sprawą, bo ja sam jestem w to wkręcony i zaangażowany zawodowo przy okazji :) . Jak się kliknie w tę wąską słitaśną fotę obok, wszystko się wyjaśni.

Majówka Moja Żona była już dwa razy na Klinice. Ja raz. W sumie trzy, o ile się nie mylę. Bąbelek obecny też był tej jesieni :)

Fajna to sprawa, fajni ludzie, atmosfera nie tylko na stoku, ale ogólnie. Do tego narciarstwo wiosną jest chyba najprzyjemniejsze z najprzyjemniejszych. Ciepło, słonecznie. Poza tym Kaunertal, to miejscówka której jeszcze nie znam, więc będzie okazja…

więcej

2012-03-13

autor:
Dariusz Urbanowicz

wiosna idzie

Gucio dziś śmigał po mieszkaniu naguśki. Tylko okulary przeciwsłoneczne z dumą nosił. Potem łaskawie zgodził się na szlafrok. Z akcentem na “łaskawie”. A więc zestaw: gołe nogi, szlafrok i sanglasy… Wiosna idzie!

więcej

2012-03-12

autor:
Dariusz Urbanowicz

zostawszy ogrodnikiem

Wpadłem w ogrodniczy szał. Mamy taki kawałek ziemi pod balkonem. Pamiętam z dzieciństwa, że bawiłem się tam w najlepsze z sąsiadką Zuzią. A grusza wyrastająca z ziemi pięknie nam kwitła na wysokości balkonu i owoce można było zrywać. A jak potrzeba była i drzwi się zatrzasnęły samoczynnie, to można się było wspiąć. Mój Tata nawet się kiedyś wspiął, tylko się osunął i grawitacja bezwzględna opuściła go na porzeczki kolczaste i się trochę wziął i podrapał. Kiedyś nawet ślimaki pokroiłem scyzorykiem i dopadł mnie wyrzut sumienia przeokrutny, kiedy Tata Mój zapytał mnie, czy jak będziemy mieli pieska albo kotka, to też zamierzam je pokroić scyzorykiem? Scyzoryk był spadkiem po Wujku Henryku i był wykończony masą perłową. Mieliśmy potem i pieska i kotka, ale nikogo kosą nie wykończyłem.

Najwyżej siekierką albo sekatorem. Wczoraj w tym amoku. I nie “nikogo” tylko wegetujące pozimowo jeszcze krzaczory. Od dobrych kilku lat w ogródku panował busz. Nikt go nie pielęgnował, bo sąsiedzi z dołu z Zuzią na czele wyprowadzili się gdzieś, nie wiadomo gdzie. Daleko gdzieś. No, ale dokonałem pierwszej trzebieży. Sterta wykarczowanych krzaczorów powiększyła się dwukrotnie. Pograbilimy co nieco liście, bo taka 30-centymetrowa warstwa kilkuletnia spowodowała, że stworzyła się z tego niezła kompostownia. Ponieważ nienawykły jestem do działań tak zintensyfikowanych, okazało się, że dopadły mnie potężne zakwasy następnego dnia, że się ledwo poruszam. Mamy piękną dizajnerską motykę, widły też i sekator. Do tego jeszcze znalazłem taką łyżkę co to taka jak łom jest, tylko że krótka. Boję się ją brać bez rękawiczki, bo to może narzędzie zbrodni. Nie wiem co z nią zrobić, chociaż niezakrwawione znalazłem to coś.

Ponadto, wsłuchując się w Spiętego i jego Antyszanty, najszły mnie takie myśli. Otóż ponoć jest tak, iż prawdziwy chłop to musi syna spłodzić, drzewo posadzić i dom wybudować. Myślę, że ktoś kto ukuł to powiedzenie żył dawno dość, gdyż trąca ono anachronizmem znacznym. Z synem i drzewem problemu nie ma, lecz z domem się nie zanosi. Mamy mieszkanko, ale dom? Kurde, może to powiedzenie powinno brzmieć: prawdziwy chłop to musi i syna i drzewo i się w kredycie zajebać, zagrzebać pogrążyć. Inaczej tego nie widzę. Jest jeszcze opcja, że chłop prawdziwy, a choćby i szlachcicem był, to musi capić łyski, koniem i tytoniem. To też by trza było jakoś ominąć. Bo skąd tu tytoń i po co?

więcej

2012-03-09

autor:
Dariusz Urbanowicz

Rajd Miejski 360 Stopni

Doroczna impreza. Dobra impreza. I dla ścigantów. I dla amatorów. Bieganie, bieganie na orientację, rowery, kajaki, rolki, wspinaczka i takie tam, plus wiele innych zadań specjalnych, nie tylko wymagających tężyzny fizycznej, ale i pomyślunku.

plakat_gliwice_maly

więcej

2012-03-07

autor:
Dariusz Urbanowicz

Do poczytania polecam: wywiad ze Staruchem

więcej

2012-03-07

autor:
Dariusz Urbanowicz

…albo dymem a człowieczeństwem. Długa to historia powiązań, ale, ale…

Otóż wpadł mi w ręce karteluszek z takim oto cytatem:

“Postępuj tak, byś człowieczeństwa tak w swej osobie, jak też w osobie każdego innego, używał zawsze jako celu, nigdy jako środka”
I. Kant

Stosując się do tej nauki zamieszczam instrukcję konstrukcji bonga:

Bong

A coby mnie nikt o nic nie posądzał, proszę to objawy fizyczne: Bodily_effects_of_cannabis

więcej

2012-03-07

autor:
Dariusz Urbanowicz

Reakcje na chrapanie

Ja nie zwykłem podsłuchiwać współlokatorów i średnio mnie interesuje co wyczyniają po nocach, ale faktem jest, że czasem lepiej zasnąć przed pozostałymi. Tak jest też w przypadku Mojej Rodziny, choć to naturalne, że zasypiają przede mną. Ponieważ moje chrapanie zalicza się do kwestii mocno kontrowersyjnych, również reakcje na nie bywają najdziwniejsze. Ostatnio obudziło mnie wołanie kolegi, abym się uspokoił. Małżonka Moja Majówka w desperacji kilkakrotnie wyganiała mnie z pokoju i musiałem spać w kuchni, co to ma charakter świetlicy w naszym mieszkaniu. Ostatniej nocy i to okazało się nieskuteczne, ponieważ śpiąc na wygnaniu chrapałem (w co ja nie wierzę zbytnio) tak głośno, że Synek Mój Gucio myślał, że to wrony w parku zza okna kraczą i gadał przez sen “kra, kra, kra”. To wersja Majówki. Ponoć chodzi o to, że Gucio myślał, że moje chrapanie z drugiego pomieszczenia dochodziło w jakiejś takiej kojarzącej się tym odgłosem formie. Ja zaś trzymam się stanowiska, że śnił mu się odcinek “Reksio i wrona”, w którym Reksio najpierw ogania się przed natrętnym ptaszyskiem, a potem się nim wzorowo opiekuje. Oglądaliśmy to wczoraj wieczorem.

laktok
Przy okazji prezentuję Gucia, który śmiga sobie na swoim własnym laktoku.

więcej
-->