Tak się stało, iż ocieram się z czułością wszelką o branżę narciarską ostatnimi czasy i dużo publikuję w sieci w temacie narciarstwa wyścigowego, ale nie tylko. Kolejny mój spust narciarski do przeczytania na skifighters.pl. Polecam i zachęcam.
Archive for the ‘SPORT’ Category
Narciarski spust
środa, Luty 22nd, 2012Nowe buty Gustawa
środa, Luty 22nd, 2012
Na urodzinach Glusia. Gucio w piłkarskim amoku, to taki mój komórkowy tapetowy kolaż. Na dolnym prawym zdjęciu widać kosiarkę. Kosiarzem jest wspomniany jubilat Gluś:

Gucio przejął moje nowe buty narciarskie. Długo mu to nie zajęło… Trudno, muszę kupić sobie nowe. Trochę się dzieje. Dawno nie pisałem o Gustawie. Otóż uczęszcza sobie do żłobka przy okazji czego płacze po dwakroć. Najpierw na wejściu, bo mu się zbiera na tęsknotę za Majówką. Jego Matką, a Żoną Moją. Drugi raz przy wyjściu, kiedy Babcia próbuje go zakutać w kombinezon saneczkarski. Wtedy popłakuje, bo nie chce wychodzić. Najbardziej wtedy lubi sobie tańczyć w szatni. Lubi też samochody. Wczoraj dostał wóz strażacki, który wyje. Szybko zdemontował mu drabinę. Dobrze, że Majówka ma sprawne ręce i błyskawicznie drabina trafiła na swoje miejsce. Żelaźniaki, które ze swojego dzieciństwa zakisiłem w sposób mistrzowski są wszędzie. W całym domu. Bolid Alaina Prosta stoi w łazience, przy pojemniku na szczotkę do kibla. W kuchni to taka warstwa chyba z 5 cm z książek, żelaźniak0-resoraków i klocków. Trzeba uważać, bo można na takiego stanąć i niezłego orła wywinąć. Brumbrumy rządzą!
Poza tym zaczyna gadać. Jak się bawi to gada. Jak się obudzi, też gada. Mówi na przykład: “grrrruła”, co znaczy gruszka, albo “kukam”, co znaczy szukam i wiele wiele innych. Na przykład jabłko to “babu”. Banan to bamam. O mama, baba, tatuś, dziadziuś, papa i takich nie wspominam, bo to już norma. Gucio jak chce zrobić kupę oznajmia e-e i przynosi sobie nocnik. Uwielbia posiedzenia przy ludziach. Lubi też zagrać koncert Tacie na organkach.
Po Zamościu tekst polecam
środa, Luty 15th, 2012O Zimowym Rajdzie Team 360 Stopni w Zamościu i roztoczańskich okolicach już było. Teraz tylko i aż linka do bloga Kuby Wolskiego, który opisał swoje przygody zimowe. Poczytajcie, warto: koobawolski.pl
Zimowy Rajd Timex 360 Stopni
niedziela, Luty 12th, 2012To był najostrzejszy rajd przygodowy ostatnich czasów. Czy aby go odpisać wystarczą słowa: „Przeżyłam własną śmierć!”? To powiedziała Magda Łączak ze zwycięskiego zespołu inov-8. Trasę Zimowego Rajdu Timex 360 Stopni w Zamościu i na Roztoczu mierzącą 390 km pokonała wraz Pawłem Dybkiem, Maciejem Więckiem i Michałem Jędroszkowiakiem. Tę cytowaną ekspresyjną wypowiedź Magdy trzeba powiązać z największym wyzwaniem rajdu: zimą, która była naprawdę mroźna podczas tej edycji rozgrywanego w Polsce Pucharu Europy w tej dyscyplinie. Słupek rtęci nocami spadał do -29 stopni Celsjusza. Jazda na rowerze w takich warunkach powodowała czynnik chłodzenia wiatrem rzędu -40/-50 stopni. To był koszmar zakończony jednak szerokimi uśmiechami uczestników na mecie… Zawodnicy opatuleni tak, aby jak najmniejszą częścią ciała tylko wystawać poza warstwy odzieży. Szron w okolicach twarzy powodował niesamowite wrażenie. Wydychane powietrze momentalnie zamarzało i osadzało się na czapkach, szalikach i brodach. W dzień mróz trochę odpuszczał i ocieplało się do minus 15 stopni. Zespół inov-8 pokonał dystans blisko 400 km w 44 godziny. Krytyczne jednak były noce, w których wyziębienie było skrajne. – Czułam się, jakbym była po prostu zamarznięta. Szczególnie w rękach nie mogłam przywrócić krążenia. A potem, kiedy powracało, naprawdę bolało – opowiadała w emocjach na jednym z zadań specjalnych. Oprócz etapów rowerowych, pieszych, biegu na orientację oraz biegówek, uczestnicy rajdu musieli zmagać się z zadaniami linowymi. Pierwsze, ukryte w malowniczym wąwozie na Roztoczu, wymagało znajomości technik: zjazdu, przepinania i podchodzenia. Drugie natomiast to podejście kątowe w wyjątkowym miejscu. Długa na blisko sto metrów lina rozpięta została nad fosą okalającą Nadszaniec – bastion w Zamościu. Zadaniem zawodników było wejście na mury. Tu już liczyła się technika i siła, a o jedną i drugą ciężko było, zważywszy na fakt, że kończyła się druga doba od startu. Zawody rozpoczęły się w czwartek o godzinie 22.00 na przepięknym zamojskim rynku.
W Zimowym Rajdzie Timex 360 Stopni startowały załogi z Polski, Danii, Rosji oraz Czech. Wśród Czechów byli organizatorzy Adventure Racing Euro Series – Pucharu Europy, którzy przypatrywali się pracy organizatorów. Ich starania zostały wynagrodzone propozycją organizacji mistrzostw Europy w przyszłym roku.
Wszystko o rajdzie na stronie www.team360.pl
Tuż przed Rajdem Zimowym Timex 360 Stopni
sobota, Luty 4th, 2012Opóźniała się zima w tym roku. Zaczęła się w styczniu dopiero i choć w Wawie śniegu zbyt wiele wcale nie nasypało, mnóstwo go w naszych górach. Przed rokiem tutaj było biało, a w górach zielono. Teraz równo ściska mrozem, choć na wyżynach zapewne jeszcze chłodniej. Już za kilka dni na Roztoczu odbędzie się Rajd Zimowy Timex 360 Stopni. To duże wydarzenie, choć nie należy do masowych – jak na przykład maratony rowerowe. Rajdy przygodowe to sport znacznie bardziej wymagający. Nie wystarczy bowiem pedałować bez pamięci po wyznaczonej trasie. Tu trzeba biegać, uprawiać narciarstwo biegowe, a przy okazji na rower też wsiąść. W naszym rajdzie dystans to 390 km do pokonania non stop, w zasadzie. Oczywiście odpoczywać trzeba, więc podczas dwudobowego wysiłku i jakiś sens może zmorzyć. Trudny to sport i wymagający wiele. Zaangażowania pieniędzy, czasu na trening i wyjazdy na zawody itd.
Do Zamościa od środy zacznie zjeżdżać się elita krajowa (i nie tylko). Tymczasem mrozy trochę dają do myślenia, ale ponoć ma zima nieco odpuścić, a przy okazji nieco dosypać śniegu co nieco. Będzie się działo! Informacje na bieżąco znajdują się na stronie rajdu www.team360.pl
Pytanie otwarte
niedziela, Styczeń 8th, 2012Panie trenerze, dlaczego nie został Pan doceniony przez Przegląd Sportowy i Telewizję Polską?
77. Plebiscyt Przeglądu Sportowego
niedziela, Styczeń 8th, 2012Wszystko więc jasne. Znów wygrała Justyna Kowalczyk, co w sumie mnie nie dziwi. Gratuluję Justynie oraz mojemu byłemu pracodawcy, że jeszcze się jakoś trzyma w kupie (choć rzeźbi w niej przeokrutnie) i jest w stanie zrobić coś fajnego (mam na myśli plebiscyt). Gali w końcu nie obejrzałem, bo pracowałem do późna. A szkoda.
Z plotek: ponoć PS sprzedał w listopadzie 40 tysięcy egzemplarzy. Czyżby miał strzelić kopytami wkrótce? Najstarsza gazeta codzienna w tym kraju zostanie skreślona jednym i krótkim pociągnięciem pióra/długopisu, czy przeciągnięciem myszki, bo zawracaniem dupy jest pisanie codzienne tego samego szajsu o tych samych sprawach i to się wcale nie kalkuluje. Smutne. A może wrócić do pomysłu pisania o sporcie, a nie tylko futbolu i kilku jeszcze wyjątkach? Choć to i tak za późno pewnikiem. Ciekawe kiedy szczury zaczną spierd…ać z pokładu.
77. Plebiscyt Przeglądu Sportowego. Jakoś tak wciąż nie może mi przejść przez gardło, że to także plebiscyt TVP. Szczególnie, że w tym roku jestem mocno wkurzony za sprawą żeglarską. Wiadomo chyba o co chodzi, a raczej o kogo. O Zbyszka Gutkowskiego, Zośkę Klepacką i Piotrka Myszkę. Czego jeszcze tacy ludzie mają dokonać, aby znaleźć się w gronie najlepszych? A potem nawet jeśli są nominowani, to i tak ludożerka nie jest w stanie docenić ich wyników (czytaj: prawdziwych sukcesów), bo telewizja musi mieć “twarze”.
45d 13h 32m
sobota, Styczeń 7th, 201245d 13h 32m – rozumie się jako: 45 dni, 13 godzin i 32 minuty. To czas/nowy rekord opłynięcia kuli ziemskiej pod żaglami w ramach Jules Verne Trophy – takiego wyścigu z czasem na określonej trasie. Coś niewiarygodnego. Dziś za to miało miejsce równie spektakularne zdarzenie żeglarskie. Kapitan Paszke Roman zaliczył wycof z próby opłynięcia globu złą drogą, czyli pod wiatr i prąd. Zbliżał się do złowrogiego Przylądka Horn, kiedy jego katamaran zaczął nabierać wody. Sytuacja bardzo nieciekawa. Mam nadzieję, że kapitan wróci do kraju w zdrowiu. Na jego szczęśliwość nie liczę, bo zdaję sobie sprawę, że jeśli uda się uratować jacht, czeka go jeszcze jedna (przynajmniej) próba. Bo rozumiem, że Kapitan jest człowiek tyle honorowym, co odważnym. A jeśli łódka pójdzie na dno (argentyńskie służby ratownicze powiadomione są o możliwości nadania sygnału “mayday!”, a to znaczy, że będzie ratowane życie a nie sprzęt), kapitan Paszke Roman będzie musiał wydumać kolejną przygodę żeglarską. A zrobić po raz kolejny coś z niczego może być jeszcze trudniej.
Alpejski Puchar Świata
czwartek, Grudzień 15th, 2011Zbyt wiele rozpisywać się nie zamierzam, bo roboty tutaj mnóstwo. Daję fotkę, którą pstryknął Chomik z samego rana dziś. Do poczytania nt. Pucharu Świata w Południowym Tyrolu (Val Gardena i Alta Badia) zapraszam na stronę: http://www.ntn.pl/seria/puchar-swiata-poludniowy-tyrol-2011/
Na tak dużej imprezie narciarskiej jestem po raz drugi. Kilka lat temu sprawozdawałem, jeszcze dla Przeglądu Sportowego, slalom Pucharu Świata. Wówczas wygrał Giorgio Rocca. Ale ten czas leci.






