Gucio dostał od dziadka huśtawkę. Używa jej ze swoim dobrym kumplem Tygryskiem.

Gucio dostał od dziadka huśtawkę. Używa jej ze swoim dobrym kumplem Tygryskiem.

Wczoraj obejrzałem film o miłości, wojnie i siostrze kłamczusze. Tak mi się spodobał, że postanowiłem napisać wiersz. Poza tym mam jaką robotę, do której nie mogę się zabrać.
liść i strumień w pełnej komitywie
wiodą do morza zielonego w spływie
szum wody i mucha co bzyka uparcie
nie w elbie utonął książę lecz w warcie
człek co psim zwyczajem obwąchał cudze jaje
ni to pachnie bryndzą, ni hawajem
podążył on za psią wonią na obce podwórka
bęc. leży. od banana śliska wielce skórka.
w pozycji na wznak spogląda na chmury
dmucha w rurkę z mlecza, istne kalambury
jedna to psie jaja, inna liść w rejsie
drapie się po głowie, oku oraz pejsie
skąd taka w głowie obsesja nabiałowa
może chodzi mu po niej jakaś białogłowa
motyl na podbrzuszu obfitym nie w kratę
cóż kiedy wszystkie panie są zbyt bogate
a to że go kochają nic to on wybiera
szlachetna to dusza młodego ogiera
wtem niby sprzeczka niby flirtu kolec
akcja biblioteczka namiętne swawole
koniecpolska w polsce, tam koniecangielska
siostra podejrzała kopulujące cielska
raz jeszcze się potem zatrzęsły po ciemku
podglądaczki emocje prze swoim okienku
ktoś kogoś coś niecoś wbrew woli za zgodą
nic nie miał wspólnego ogier z tą przygodą
mimo wszystko więzienie wojna oraz sepsa
wolałby zapewne powąchać se psa
ta jego wybranka stęskniona i chuda
utonęła pod ziemią czekając na cuda
tak kończy się film ów smutny i fajoski
ja zaś kończę wiersz nie robię więcej wioski
Proszę nie głosować na mój blog ani go nie zgłaszać do żadnych rankingów.
dziękuję
d.
Tatuś. Usłyszałem to w środku nocy. A to Synek Mój Gucio śnił jakąś przygodę i chyba miałem śpieszyć z pomocą. A może to On mi ratował życie. Wszystko jedno. Tymczasem wciąż jest zbyt malutki, aby mi opowiadać swoje sny. Z rzadka słyszę dźwięki w nocy, gdyż nie zwykłem podsłuchiwać, bo zazwyczaj nocami albo śpię po prostu albo pracuję. Tym razem usnąłem jednak nad książką (Lemoniadowy Joe) już o godzinie 2000 i Żona Moja Majówka przegnała mnie do sypialni. Sześć godzin wystarcza cobym się wyspał, więc punkt 0200 oczy szeroko otwarte i nasłuchuję dźwięków kamienicy. Gucio coś tam pochrapywał i wypowiadał się zawzięcie, ale zrozumiałem tylko “Tatuś” a potem jeszcze “Mama”. Potem wstałem i udałem się, coby napisać kilka zdań tu i ówdzie. Trudno to nazwać bezsennością, bo spodziewam się, że żyją na świecie osobniki, które ze spaniem mają poważniejsze znacznie problemy. Jednak tak sobie pomyślałem nie mogąc usnąć… że taka bezsenność może nieźle wkurzyć. I to niezależnie gdzie ma miejsce, czy w Seattle czy w Tokio, czy na takim powiedzmy Mokotowie. Na pohybel!
Każdy pewnie wie coś, co dla mnie jest oczywiste od dawna. Każda jajecznica jest inna, czyli jajecznica nie równa się jajecznicy. Niedawno, a może całkiem dawno, Przyjaciel Mój Kuba poczęstował mnie jajecznicą pewnego poranka. Okoliczności przyrody wspaniałe: nadmorski las, taras, słońce. Cóż więcej chcieć od życia, jeśli nie jajecznicy. A więc zapodał: z parmezanem i tabasco. Na szynce. To był strzał w dziesiątkę! Dotąd nie jadałem jajecznicy “na otro”, choć często ją pieprzyłem obficie. Przyjąłem więc ten sposób umilania sobie życia. Dziś dla przykładu podsmażyłem szpek, co to przywiozłem niedawno z Południowego Tyrolu. Po czym dodałem jajec. Kiedy się delikatnie ścięły posypałem startym parmezanem, dodałem jeszcze pomidora. Ale nie za dużo, coby tylko aromatycznie się zrobiło. Na sam koniec zasypałem wszystko zmielonymi peperonicini i dodałem kilku kaparów. Wyglądało to tak, a smakowało idealnie wprost. Jak myślę o Niej, to się ślinię.

Wydawało mi się, że jestem uważnym obserwatorem życia miejskiego. A przynajmniej kilku dziedzin, które można zaobserwować z siodełka rowerowego. Tak się zdarza, że wyczulony jestem na przykład na plakaty. Albo patrzę sobie na autobusy i tramwaje. Nie to, bym się jakoś nimi rajcował szczególnie, bo wiem, że są tacy co mają kisiel w majtach jak widzą tramwaj albo samolot, ale jak tak po prostu z ostrożności. Jednak dziś wzięło mnie. Tak się składa, że bywam średnio raz, dwa w tygodniu na Służewie Przemysłowym. Dla Słoików i innych przybyszów z prowincji – koło Galerii Mokotów. Od czasu do czasu wsiadam ja w tramwaj, coby wrócić do normalności po wizycie w Rewirze Klonów. A więc podjeżdża dziś osiemnastka. Tramwaj o takim numerze. Stary. Pewnie jakiś tramwajowy zbok rozszyfrowałby od razu model, rok produkcji itp. Ja zaś widzę tylko, że w drugim wagonie jest nieobsadzone miejsce tramwajarza, na którym w dawnych czasach namiętnie siadałem. Czasem, ale do tego już potrzebowałem śmiałości wywołanej obecnością koleżków, udawało się rozbroić przykrywkę przykrywającą narządy służące do otwierania drzwi. Wtedy zaczynała się zabawa z tramwajarzem. Bywało fajosko. Ojciec Mój Marek opowiadał mi, że kiedyś (jeszcze dawniej!) jeździło się tramwajem na tak zwane winogrono, albo na cycku się siadało. Pewnie aż tak fajnie nie bywało jak za Ojca Mego Marka czasów. Ruszył się jednak sentyment. Dla osób przywykłych do nowego sprzętu pokazuję, jak w drugim wagonie wygląda miejsce tramwajarza.

Jeśli ktoś ma wątpliwości, jak tu usiąść, wyjaśniam. Siedziało się na lewym parapecie. Fotela nie było nigdy.
Przychodzi turysta do greckiego (włoskiego) hotelu, kładzie 100 Euro kaucji i prosi o klucze do paru pokoi, żeby mógł stwierdzić czy któryś z tych pokoi mu odpowiada. Właściciel hotelu daje mu wszystkie klucze, ponieważ i tak nie ma żadnego gościa. Kiedy turysta idzie oglądać pokoje, hotelarz zabiera te 100 Euro i biegnie do rzeźnika, daje mu te 100Euro mówiąc, że te pieniądze to za zaległości, które jest mu winien. Rzeźnik biegnie do rolnika, z tymi 100 Euro i też spłaca swój dług, za świnie którą w zeszłym tygodniu kupił. Rolnik zapieprza do jedynej panienki we wsi i daje jej te 100 Euro, bo ma jeszcze ostatnie dwie wizyty do zapłacenia. Prostytutka biegnie do hotelu również z tymi 100 Euro bo wisi hotelarzowi czynsz za wynajęcie pokoju, w którym była z ostatnim klientem. W tym momencie turysta schodzi po schodach i mówi, że żaden z pokoi mu nie odpowiada. Oddaje hotelarzowi klucze bierze swoje 100 Euro i opuszcza hotel. Wszystkie długi są spłacone, a i tak nikt nie ma pieniędzy… tak właśnie funkcjonuje pakiet ratunkowy EU
Zapodał ten rysunek Gordon Kay, który prowadził Łódkę Bols dziesięć lat temu w wyścigu Sydney – Hobart. Zobaczyłem i wkleiłem tu, bo prawda to. Synu Mój Gustawie! Dobrze Ci radzę. Zostań żeglarzem.

Niniejszym, z małym opóźnieniem, za pomocą Zony Urbany, złożyłbym życzenia do siego roku, ale to ma konotacje wigilijne. Zatem życzę szczęśliwego nowego roku nr 2012 i pozdrawiam rodzinnie z Zakopanego, gdzie bawimy już od kilku dni. Dziś Gucio przejął na chwilę kierownicę w wozie…

Kilka raz w życiu obiecywałem sobie: Sylwester w Zako = nigdy więcej. Złamałem się po raz kolejny i tym razem nie takich obietnic już nie wznoszę. A to za sprawą kilku fantastycznych, narciarskich dni na Kasprowym Wierchu. Po drugie Rodzina i Przyjaciele. Co ciekawe, w Zakopcu również można znaleźć enklawy, omijać zatłoczone knajpy, ograniczać przepychanki na Krupówkach, a przez miasto przemykać poza zakorkowanymi miejscami.
Kiedyś przeskanuję slajd z mojego dzieciństwa i może dopatrzycie się pewnego podobieństwa
